Jeszcze w roku 1856 w ciągu trzech tygodni rybacy krakowscy mieszkający w przysiółku Rybaki, opodal późniejszego mostu Dębnickiego (naprzeciwko Wawelu), mogli złowić na niewielkim odcinku Wisły siedemdziesiąt olbrzymich jesiotrów. Trzymali je potem w Wiśle, uwiązane na łańcuchach przymocowanych do pali wbitych w brzeg. Ten obraz ma niewiele wspólnego z doświadczeniem żyjących obecnie ludzi. Co prawda jeszcze do połowy lat siedemdziesiątych w górnej Wiśle i jej dopływach pływały łososie i trocie, ale od tego czasu z tej części naszych wód zniknęło kilka gatunków ryb, a wiele innych, dotąd licznych i pospolitych, zyskuje status gatunków zagrożonych wyginięciem. Dotyczy to ponad 50% rodzimych gatunków ryb (58 gatunków) zamieszkujących dorzecza Odry i Wisły. Oczywiście nie jest to tylko nasz lokalny problem – szacuje się, że od końca XIX wieku na świecie wyginęło 34–80 gatunków ryb. Od 1970 roku wyginęło 6 ich gatunków.

Dlaczego w kontekście Ramowej Dyrektywy Wodnej warto skupić uwagę na rybach? Otóż jednym z wymagań tej obowiązującej we Wspólnocie Europejskiej dyrektywy jest zachowanie lub odtworzenie w miarę naturalnego stanu środowiska wodnego albo, jeżeli takie działanie jest niemożliwe lub zbyt kosztowne, odtworzenie przynajmniej samych funkcji naturalnego środowiska wodnego, czyli zapewnienie możliwości korzystania z wody do zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb człowieka i przyrody. Dyrektywa, definiując dobry stan środowiska wodnego, bierze pod uwagę nie tylko jakość fizykochemiczną wody, ale również naturalność zmian przepływów wody w cyklu rocznym, wygląd, czyli morfologię koryt rzecznych, a więc krętość i zmienność rzeźby dna, a także na różnorodność gatunkową i obfitość organizmów, które w rzekach lub w ich strefach zalewowych występują. Ryby, czyli tzw. Ichtiofauna, są jednym z trzech wskaźników biologicznych jakości środowiska wodnego wraz z roślinami wodnymi i drobnymi zwierzętami bezkręgowymi.

Dlaczego ryby znikają z naszych rzek? Jedną z ważnych przyczyn była i jest nasilająca się ingerencja człowieka w ciągłość rzek, a także przebieg koryt rzek i potoków. Człowiek od dawna, ze względu na swoje potrzeby, umacniał brzegi rzek, by nie zmieniały koryta, budował wały i zbiorniki dla ochrony przed powodzią, podpiętrzał rzeki i prostował ich bieg dla hodowli ryb, dla potrzeb przemysłu (młyny, folusze) i żeglugi. Nawarstwiające się zmiany – szczególnie w ostatnich 100 latach – spowodowały przekroczenie w wielu miejscach wytrzymałości środowiska i w efekcie niekorzystne i często nieodwracalne zmiany.

Katalog realizowanych przedsięwzięć częściowo lub całkowicie upośledzających życie biologiczne naszych wód nadal zawiera niezgodne z Ramową Dyrektywą Wodną działania polegające na: prostowaniu i skracaniu koryt rzecznych, trapezoidalnym profilowaniu dna, umacnianiu brzegów oraz budowaniu poprzecznych przegród (tam, zapór, jazów itp.). Wg danych GUS w 2005 r. w Polsce znajdowały się 14 334 obiekty piętrzące, a w 2006 r. było ich już 17 761. Podobny trend dało się zaobserwować w budowie sztucznych zbiorników, których w 2005 r. było 2839, a w 2006 r. – 3029. To właśnie te budowle skutecznie utrudniają wędrówkę ryb takich, jak łosoś, troć, jesiotr czy certa, przyczyniając się do ich wyginięcia lub znacznego ograniczenia liczebności populacji.

Wszystkie organizmy wodne w trakcie swojego życia potrzebują zmienności środowiska, zróżnicowanej głębokości wody, zmiennego prądu lub różnej budowy dna (kamieniste, żwirowe, piaszczyste) zapewniającego im możliwość żerowania, zimowania i rozrodu, czyli szansę realizacji potrzeb w zależności od fazy rozwojowej lub pory roku. Tych warunków nie są w stanie zapewnić rzeki i potoki uregulowane, charakteryzujące się stałą głębokością, jednolitym nurtem, umocnionym technicznie podłożem i brzegami, w których brak kryjówek. Takie rzeki i potoki nie spełniają, obowiązujących wszystkie kraje Wspólnoty, przepisów Ramowej Dyrektywy Wodnej w zakresie zachowania lub odtworzenia dobrego stanu ekosystemów wodnych i od wód zależnych.

Zmniejszenie uciążliwości przegród poprzecznych dzielących koryta rzeczne na odcinki jest możliwe na etapie planowania nowych inwestycji, poprzez budowę przegród „bliskich naturze”, tzn. umożliwiających dwukierunkową (w górę i w dół) migrację organizmów wodnych i transport kamieni, żwiru lub piasku w dół rzeki bądź dzięki budowie urządzeń do migracji ryb, popularnie zwanych przepławkami, na obiektach już istniejących. Są to urządzenia, które w zależności od warunków przyrodniczych i technicznych mogą wyglądać jak odcinek górskiego lub nizinnego potoku, kaskada progów ułożonych z pojedynczych głazów, szereg betonowych komór z przelewami, winda towarowa z wanną do przewozu ryb lub śluza nawigacyjna. Ich zadaniem jest umożliwienie rybom pokonania wysokich stopni i zapór. Mimo że część obiektów hydrotechnicznych w Polsce jest wyposażona w przepławki, bardzo często urządzenia te nie spełniają swojej roli, bo zostały albo błędnie zaprojektowane, albo źle usytuowane i ryby nie są w stanie ich pokonać (np. ze względu na zbyt silny prąd wody) albo nie potrafią ich odnaleźć. Korekta istniejących i budowa nowych urządzeń do migracji ryb będzie jedną z ważniejszych części programu działań naprawczych przygotowywanych w ramach wdrażania Ramowej Dyrektywy Wodnej.

W konsekwencji Dyrektywa Wodna wymusza na nas zrewidowanie sposobu myślenia o korzystaniu z rzek i potoków, w jakimś sensie nawiązując do słynnej definicji „zrównoważonego rozwoju” podanej w raporcie WECD z 1987 roku przez panią Gro Harlem Brundtland, która mówi: „na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie”.

WECD - Światowa Komisja ds. Środowiska i Rozwoju (the World Commission on Environment and Development), zwana też ”Komisją Brundtland", została powołana w 1983 roku przez Gro Harlem Brundtland na zaproszenie ówczesnego Sekretarza Generalnego ONZ.